Podobno lepsze jest wrogiem dobrego. Nie zawsze, a już na pewno nie w Wałczu. Bieg Filmowy odbywał się tu po raz szósty, po raz pierwszy za to rozpoczynał i kończył nie na wałeckim rynku lecz na bulwarze nad jeziorem Raduń. Nie znalazł się ani jeden biegacz niezadowolony z nowej formuły. Frekwencja dopisała, pogoda też, swoje zrobili przebierańcy, no i żal, że w Wałczu spotkamy się dopiero za rok.
Skoro wspomnieliśmy o przebierańcach to zacznijmy relację właśnie od nich. W Biegu Filmowym od jakiegoś czasu organizatorzy zachęcają do startu w przebraniach. Wiadomo 10 muza, wyjście z własnej skóry, fantazja i nowa tożsamość. Z roku na rok obserwujemy rosnący profesjonalizm przebierańców. To już nie są kostiumy przygotowane naprędce. Kreacji z „Maski” czy „Edwarda Nożycorękiego” nie powstydziliby się ani Jim Carrey ani Johnny Depp. Z kolei prowadzący sobotnią imprezę Michał Olszański był zafascynowany innymi filmowymi bohaterami. – I oto zbliżają się do mety Fiona i Shrek. Shrekowi trzęsie się wielkie brzuszysko. Fiona go wspiera, on ledwo biegnie, ale nie zawiedzie swojej ukochanej. Nie zawiódł. Razem wpadają na metę. Co za wspaniałe pyszczydła – wykrzykiwał do mikrofonu komentując ostanie metry biegowej rywalizacji.
Tylko czy o rywalizację tu chodzi? Dyrektor biegu Paweł Januszewski ma wątpliwości. – Uczestnicy coraz rzadziej zwracają uwagę na tablicę z wynikami, tu nie liczą się „życiówki”, tu liczy się przebranie. To na to pole przeniosła się rywalizacja, a ja tylko zacieram ręce. Mnie i innym organizatorom właśnie na tym zależy najbardziej. W Wałczu najważniejsza jest dobra zabawa i mam wrażenie, że zmierzamy we właściwym kierunku.
Byli jednak i tacy, którym na malowniczej wałeckiej trasie zależało, żeby przybiec przed innymi. Wszak Bieg Filmowy to także Mistrzostwa Polski „Biegam, bo lubię”. Akcja radiowej Trójki wspierana przez PKO Bank Polski właśnie w Wałczu, raz do roku zamienia się z przyjaznych spotkań w poważne ściganie. Rywalizują głównie trenerzy akcji. To często profesjonalni biegacze. Widać to było i po Annie Nowakowskiej z Inowrocławia i po Michale Hulewiczu z Gorzowa Wielkopolskiego. To oni w cuglach wygrali zawody. Anna tak komentowała wydarzenia na trasie. – Biegło mi się dobrze. Trasa dość ciekawa, fajna, ale na pewno nie na „życiówkę”. Jestem bardzo zadowolona i zdziwiona liczbą kibiców. Było ich naprawdę całe mnóstwo i czułam ich wsparcie. Świetna impreza.
W podobnym tonie wypowiadał się Michał. – Trasę oceniam pozytywnie. Selektywna. Było co robić. Kilka podbiegów, nie było nudy. Za to ukłon w stronę organizatorów. Dopytany o tytuł mistrzowski BBL odpowiedział ze swadą. – To dla mnie duży honor. Do tego pomyślałem o malej niespodziance dla słuchaczy radiowej Trójki. Postanowiłem przebiec dystans w 33 minuty i 33 sekundy. Udało się co do joty i pokazałem, że jestem prawdziwym „trójkowiczem”.
To jeszcze oddajmy głos kobiecie, bez której impreza w Wałczu nie miałaby racji bytu. Anna Gródka z Urzędu Miasta jest przy niej od początku, pociąga za wszystkie sznurki i zaraża optymizmem wszystkich zaangażowanych w imprezę na miejscu. – Udało się wszystko znakomicie. Jak co roku zresztą. Nawet pogoda dopisała. Lało i było zimno jak diabli przez cały tydzień, ale nie w dniu biegu. W sobotę zaświeciło dla biegaczy słońce i wszyscy mogli cieszyć się piękną pogodą. Wałcz stanął na wysokości zadania. Nie po raz pierwszy i nie ostatni. Mogę zapewnić, że za rok znów będziemy cieszyć oko biegowymi przebierańcami w 7. Wałeckim Biegu Filmowym – zakończyła.